Islandia || plan wycieczki, koszty i inne bzdurki

Co znajdziesz w tym wpisie?

  1. Plan naszej 4-dniowej wycieczki na Islandię
  2. Moje spostrzeżenia/informacje/tipy
  3. Przykładowe ceny z wyjazdu

Zapraszam 🙂

Poniedziałek

W Reykjaviku wylądowaliśmy ok. godz. 20:55 (na Islandii jest godzina do tyłu :)), na lotnisku czekali na nas z logo wypożyczalni samochodów IcePol Iceland, zabrali nas busem na parking, z którego wzięliśmy furę i pojechaliśmy do „domu”.

Spaliśmy w Iceland Comfort Apartments (wszystkie ceny znajdziecie na dole wpisu), nie wiem w sumie czy to nadal Reykjavik, kawałek był do centrum i nawigacja pokazywała jakąś inną nazwę, ale może dzielnicy. 

Szybko się ogarnęliśmy i pojechaliśmy szukać zorzy, jednak tej nocy jej nie znaleźliśmy 😛 

Wtorek

Po podróży i poszukiwaniu zorzy nie byliśmy w stanie zwlec się z łóżka, więc jak już nam się udało i wyruszyliśmy w stronę Blue Lagoon to było już ok. 13:00 😀

Po drodze trafiliśmy nad przepiękne jezioro Kleifarvatn. Widoki zarówno z dołu jak i z góry były niesamowite! 

Na 15:00 dojechaliśmy do Blue Lagoon. Ze sobą zabrałam tam tylko strój kąpielowy i telefon. Na miejscu dostaliśmy opaski na rękę, za pomocą których otwierało się szafki czy płaciło w barze w wodzie. Po wejściu do szatni trzeba było się przebrać w strój i umyć na golasa przed wejściem do basenu. Jednak w odróżnieniu do innych tego typu miejsc na Islandii w Blue Lagoon prysznice mają osobne kabiny, więc udało się uniknąć wyjścia ze strefy komfortu 😀 W kabinach prysznicowych oprócz mydła znajdziecie także odżywkę, którą należy hojnie nałożyć na włosy przed wejściem do basenu. Ja na początku nie planowałam moczyć włosów ale tak czy siak parująca woda je dopadła więc polecam WSZYSTKIM obficie nałożyć odżywkę. Ręczniki dostajemy przy wyjściu z basenu. Samo przejście w mrozie trwa jakieś pół sekundy, woda jest mega cieplutka więc nie martwcie się tym, że zmarzniecie! A jak już to tym, że będzie Wam za gorąco 😀 W wodzie możecie skorzystać z baru (za dwie lampki wina i dwa mrożone napoje zapłaciliśmy 4900 ISK czyli ok 150 zł), poza napojami można także kupić etui wodoodporne na telefon (o ile dobrze pamiętam kosztowało ok. 3000 ISK – 90 zł). W basenie znajduje się także stanowisko z maseczkami na twarz (darmowe w najtańszym pakiecie), bardzo fajnie oczyszczają skórę! Polecam zabrać ze sobą krem do twarzy, bo po wyjściu z basenu moja skóra była mega napięta. Na szczęście zaszłam do sklepiku przy wyjściu i miły Pan dał mi wypróbować serum nawilżające do twarzy, tym samym ratując mi dupę. Hehe, w sensie twarz. 

Po Blue Lagoon pojechaliśmy do Reykjaviku zobaczyć latarnię morską, Kościół Hallgrimskirkja (w dzień można na niego wejść i podziwiać widoczki), operę Harpa, uliczki i.. do spania 😀

Środa

Tego dnia pogoda była najgorsza ze wszystkich, było potwornie zimno, biało i wiało! Zwiedzanie zaczęliśmy od Parku Narodowego Þingvellir. Tutaj TIP: parking na dole jest darmowy. Wejście na górę, na punkt widokowy zajmuje jakieś 7 minut i nie jest męczące (skoro nie zrobiłam ani jednego przystanku). Na górze znajduje się sklepik, wystawa i toalety.

Po wizycie w Parku oglądaliśmy wybuchający gejzer (Geysir), emocje jak na grzybach!

Następnie pojechaliśmy zobaczyć wodospad Gullfoss, tak wiało, że ledwo telefon utrzymałam 😀 Myślę, że na pewno zrobiłby na mnie większe wrażenie jakby świeciło słońce. W taką pogodę wszystko było po prostu biało szare, zlewało się w jedno więc tylko zerkałam i uciekałam na herbatę z termosu do auta.

Kolejny punkt wycieczki: Kerid Crater. UWAGA: Była to jedyna atrakcja turystyczna, która była PŁATNA (400ISK – 12zł) i przy której nie było WC. Z wejścia/zejścia nie skorzystałam bo za bardzo mi pizgało by podziwiać dziurę w ziemi, ale zgadnijcie kiedy akurat zachciało mi się siku… 😛 
Ad.: właśnie wygooglowałam to miejsce i powiem Wam, że podczas innej pory roku musi robić niezłe wrażenie!

Next: wioska rybacka Eyrarbakki, generalnie wszystko zamknięte i jak Silent Hill. A taki mieliśmy plan kupić rybkę i na kolację usmażyć! 😛

Czwartek

To chyba był mój ulubiony dzień. Wstawiliśmy rano, znów pięknie świeciło słońce. 

(Pisząc to wspomagam się moim wyróżnionym instastory żeby przypomnieć sobie kolejność co i jak, ale mam wrażenie, że trochę pokręciłam i zmyślam. Tak więc jednak kolejność jest przypadkowa!)

Pierwszy wodospad Sejlalandsfoss, drugi wodospad Gljufrabui – są obok siebie, z jednego można przejść pod drugi (dosłownie, dlatego polecam płaszcze przeciwdeszczowe). Potem pojechaliśmy na kolejny wodospad – Skogafoss – tutaj można było go także zobaczyć z góry. Widząc schody na górę moja pierwsza myśl była „lol nope”, gdyż jak wiecie unikam jakiegokolwiek wysiłku w swoim życiu. Ale że świeciło słońce i było moje ulubione święto (tłusty czwartek) to postanowiłam się przemóc i wejść na samą górę.

Teoretycznie nie było trudno, praktycznie co jakies 16 schodków robiłyśmy sobie z Kamilą przerwę (nie ze zmęczenia! Żeby podziwiać widoki!!!). Na górze było tak pięknie, że aż mi się chciało płakać, że z lenistwa mogłoby mnie coś takiego ominąć 😀 I nawet nie będę myśleć o tych wszystkich miejsach i sytuacjach, które do tej pory mnie ominęły (patrz: Nadia wchodzi na Sri Lance na Adams Peak, Hania je tosty na dole w restauracji xD).

Ostatnim miejscem na naszej liście była Czarna Plaża. Zrobiła na mnie tak duże wrażenie, że powiedziałam z milion razy „wow” i stwierdziłam, że to najpiękniejsze co w życiu widziałam. Ale nie umiem Wam powiedzieć dlaczego. Po prostu te dziwne, ogromne skały; czarny piasek; szalone fale; słońce we mgle…. to wszystko na raz sprawiało piorunujące wrażenie <3 

Na dobitkę pojechaliśmy jeszcze na jakiś opuszczony basen, ale tylko 1/4 naszej załogi doszła do tego szalonego miejsca. 3/4 zostało by puścić drona i podziwiać widoczki! 

O północy z kolei 1/2 naszej wycieczki pojechała polować na zorzę i tym razem się udało. Korzystaliśmy ze strony vedur.is, na której możecie znaleźć prognozę „zorzy” 😀 czyli jakie, o której godzinie będzie zachmurzenie i gdzie najlepiej ją oglądać. KLIK do mapki 🙂

Piątek:

Wymeldowanie! Obudził nad o 8:54 alarm przeciwpożarowy. Myśleliśmy, że to jakiś szalony budzik, żeby się wymeldować na czas ale na korytarzu śmierdziało dymem. Chociaż w sumie to do teraz nie wiemy co to było. Ja osobiście cieszyłam się, że jeśli to alarm pożarowy to dobrze, że tylko dzwoni, a nie spryskuje naszego pokoju, bo nie dotarlibyśmy do PL z mokrymi bagażami skoro i tak mieliśmy kilogramów na styk (a nawet i za dużo, pozdrawiam Pana z lotniska i jego dziewczynę, chyba Kasię). 

Tego dnia trochę się błąkaliśmy po Reykjaviku i okolicach nie wiedząc do robić, bo samolot dopiero 21:40, a z mieszkanka trzeba było wyjść do 10:00. Na szczęście przed bezdomnością uratował nas samochód od IcePol 😛 Pojechaliśmy do bardzo fajnego nie-wiem-czego-może-muzeum, gdzie można było dowiedzieć się naprawdę dużo o historii, geografii, polityce, języku (…) Islandii 🙂 Wejście kosztowało 16euro za osobę i chociaż samo miejsce było super to moim zdaniem za drogo 😛 (Tales of Iceland się nazywa).

Po Tales of Iceland pojechaliśmy do portu spróbować w końcu islandziej kuchni, bo to już ostatni dzień, a my do tej pory żyliśmy na naszych zapasach z Biedronki. Zaszliśmy do przytulnej restauracji Saegreifinn. Ceny wyglądały następująco:

Zupa z homara + chlebek (pyszny, świeży, ze słonym masełkiem) 1490 ISK (46zł)

Zupa + chlebek + szaszłyk z nieznanej mi ryby 2400 ISK (74 zł)

Stek z rekina (wyglądał jak karkówka, nie wiem jak smakował bo nie jadłam, a wielkości był dłoni niemowlaka :P) 800 ISK (25 zł)

Po jedzeniu poszliśmy do Art Museum, wejście kosztowało 1840 ISK (56 zł) za osobę, ale bilet także upoważniał do wstępu do 3 innych muzeów/galerii (przez 24h) więc myślę, że fajny deal i żałuję, że nie mieliśmy czasu by go wykorzystać 🙂 

Po muzeum, w którym w sumie nie widzieliśmy nic ciekawego (ale nie znamy się na sztuce, więc nie nam oceniać) połaziliśmy po Reykjaviku, domki i uliczki są cudne. Na koniec wylądowaliśmy w Irish Pubie Drunk Rabbit, gdzie za duże frytki, piwo i grzaną whisky zapłaciliśmy 3490 ISK (107 zł). Stamtąd już jechaliśmy prosto do IcePol oddać autko, zawieźli nas na lotnisko i to by było na tyle z naszej wielkiej, islandzkiej przygody. Było fajnie i nie aż tak zimno jak myślałam (z wyjątkiem środy).

Poniżej znajdziecie jeszcze jakieś wyrwane z kontekstu informacje i spostrzeżenia:

Widoczki

Gdziekolwiek, w którąkolwiek stronę się nie wybierzecie to zanim dojedziecie do celu miniecie conajmniej trzy zapierające dech w piersiach miejsca. Krajobraz jest niesamowity, dzięki temu chociaż od miejsca do miejsca zdarza się jechać przez kilka godzin to mimo wszystko podróż nie jest nudna czy monotonna, a pełna przystanków na zdjęcia 😉 

View this post on Instagram

#nofilter #iceland #blessed 😭💙

A post shared by iHanio 👾 (@ihanio) on

Termos

Termos został moim odkryciem roku 2020, jak zwiedzacie tak mroźne i drogie miejsce jak Islandia to gorąca herbata jest na wagę złota! Koniecznie zabierzcie go ze sobą w podróż. 

Revolut

Na Islandii płaci się w koronach islandzkich (ISK), 1000 koron to ok. 30 zł. Ja osobiście nie widziałam ani jednej korony na oczy. Nie wymieniałam pieniędzy w kantorze tylko w ciągu sekundy przelewałam sobie w aplikacji Revolut na swoją kartę, klikałam „wymień” i bez przewalutowania miałam korony na koncie. Mega ułatwienie, nie trzeba się bawić w wymiany na euro, potem na korony, nie tracimy przez kursy i nie zostają nam nagle drobniaki, których już z powrotem nie można wymienić na PLN. Jak śledzicie mojego Instagrama to mogliście widzieć moją wyróżnioną relację o karcie Revolut. To była moja pierwsza podróż w którą ją zabrałam i nie wyobrażam sobie już podróżowania bez niej. 

Jeśli jesteście pełnoletni to możecie zamówić sobie kartę bezpłatnie przy pomocy mojego linku (klik). Używać jej można także w kraju do szybkich przelewów itp itp, więcej info jest na Insta, a ja totalnie ją polecam, ratowała życie 🙂 i oszczędności 😀 

Woda śmierdzi

Na początku myślałam, że to wina naszego budżetowego lokum. Okazało się jednak, że na całej Islandii ciepła woda niemiłosiernie brzydko pachnie! Po prysznicu miałam wrażenie, że jestem jeszcze brudniejsza. Jednak z każdym dniem zapach był bardziej znośny, a za to zimna woda jest jedną z najczystszych na świecie 🙂 

Dzieci na Islandii

Jeśli planujecie podróż z dziećmi to nie musicie się niczym martwić. Z tego co wyczytałam to Islandczycy są bardzo wyrozumiali jeśli chodzi o dzieciaczki. Do tego wszędzie znajdziecie osobno wydzielone kąciki dla dzieci, miejsca do przewijania itp. 🙂 Jednak jak widziałam dzidzię w mroźny dzień przy kraterze to zastanawiałam się czy jej nie zwieje 😛 

Jedzenie

Jedzenie w marketach na Islandii jest drogie. My zabraliśmy ze sobą zapasy: pierogi, szynka, ser, chleb tostowy, zupki chińskie, jakieś makarony itp. Rano jedliśmy duże śniadanie (w apartamencie był aneks kuchenny), w podróż braliśmy kanapki i inne przekąski i później wieczorem jeszcze gotowaliśmy sobie kolację. Myślę, że to wielka oszczędność jeśli nie chcecie wydać tysięcy w kilka dni (nie tylko koron!). Jeśli chcecie powiększyć swoje jedzeniowe zapasy to udajcie się do Bonusa, jest to duży market ze spoko cenami. Poniżej przykładowy paragon 🙂 

Chleb w polskim markecie – ok. 9 zł

Kible

Ja, jako człowiek, który wiecznie musi siku, zwłaszcza wtedy gdy nie ma takiej możliwości, trochę obawiałam się jak to będzie z kibelkiem podczas zwiedzania. W końcu w naszym planie wycieczki były głównie góry, wodospady, plaże itp! Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona gdy przy każdej atrakcji można było znaleźć toaletę! Są czyste i bezpłatne, także możecie bez zmartwienia pić sobie herbatkę z termosu i sikać gdzie popadnie 😀

Darmowa kawa

To było dla mnie mega zaskoczenie. W markecie, w muzeum, na wystawie – niemal wszędzie można było się napić za darmo kawy. I to dobrej kawy! 😛 

Transport

Szczerze mówiąc nie mam pojęcia czy istnieje jakiś ‚miejski’ transport na Islandii bo żadnych przystanków nie widziałam, ale nawet jakby istaniał to nie wyobrażam sobie zwiedzania wyspy bez samochodu. Po pierwsze w samochodzie zagrzejesz się w przerwach od zwiedzania. Po drugie pojedziesz dokąd tylko zechcesz i zostaniesz tam jak długo chcesz. Po trzecie odległości od ‚atrakcji’ są momentami tak duże, że większość dnia spędzaliśmy w aucie. Mieliśmy samochód (jaki? No srebrny, nie wiem) z napędem na 4 koła (tyle wiem) z IcePol. Jest to firma prowadzona przez Polaków, więc na spokojnie można się dogadać bez stresu, że się czegoś nie ogarnie, zapewniają transport z lotniska i na lotnisko i są przemili więc jak zdecydujecie się na podróż na Islandię to samochód z IcePol to Wasz must have. Tutaj znajdziecie więcej info: https://www.facebook.com/taniwynajemsamochodowislandia/ 

Można też wynająć auto z namiotem na dachu 😀 Wszystkie opcje możecie znaleźć tutaj.

CENNIK:

Bilety lotnicze Wizzair Katowice-Reykjavik z jednym bagażem 20kg na dwie osoby: 760 zł/os.

Nocleg w Iceland Comfort Apartments (4 noce): 400 zł/os.

Wynajem samochodu IcePol: od 8000 ISK za dobę (240 zł), czyli 60 zł/os. 

Paliwo „do pełna”: 300 zł (wypożyczając autko z IcePol dostajecie taki specjalny chip, dzięki któremu macie zniżkę 1500 ISK na stacjach Orkan)

Wejście do Blue Lagoon: 14+ lat 84€, do 13 rż za darmo

Wejście do Blue Lagoon trzeba sobie zarezerwować/wykupić online z wyprzedzeniem tutaj https://booking.bluelagoon.com/guests, zaznaczacie na którą godzinę chcecnie przyjechać ale siedzieć możecie aż do zamknięcia 🙂 W podstawowym pakiecie macie ręczniki i maseczki!

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania związane z wyjazdem to zapraszam pod najnowsze zdjęcie na Instagramie:

Postaram się na wszystko odpowiedzieć, chociaż mam nadzieję, że znaleźliście wszystkie najpotrzebniejsze informacje! 🙂 

Pozdrówki,

H.

Facebook
GOOGLE
http://ihanio.tv/islandia-plan-wycieczki-koszty-i-inne-bzdurki/
Twitter
YouTube
Pinterest
Instagram